Zygfryd u boku pięknej żony się umieścił,

Siedział wesół, a z lubą bawił się i pieścił,

Ona ściskała jego ręce dłonią białą, —

Nagle — znikł, już go oko żony nie widziało.

A kiedy to się stało — prawie w środku słowa,

Rzekła do służebnego orszaku królowa:

«Dziwo, gdzie król się podział? Wszakżem go widziała?

Jak wyjął ręce, które jam w dłoni trzymała?»

Więcej pytać nie chciała. On się skrycie skrada,

Kędy ze światłem w ręku pacholąt gromada,