Tak okazale jechał Zygfryd do stannicy.
Ujrzeli go z daleka Guntera lennicy,
Biegną ku niemu, konia chwytają za wodze
A tam u siodła niedźwiedź wielki, silny srodze.
Gdy Zygfryd wreszcie z konia zesiadł u ogniska,
Zdjął niedźwiedziowi pęta i z łapy, i z pyska,
Psiarnia poczęła warczeć, ujadać i szczekać.
Krzyk powstał, niedźwiedź myślał do lasu uciekać.
Ale wrzawą spłoszony zabieżał zwierz srogi
Do kuchni między kotły, a kuchty nuż w nogi!