Przewracały się kotły, głownie rozleciały

A potrawy wyborne w popiół powpadały.

Zerwali się panowie i orszak lenniczy,

Niedźwiedź jął gniewnie mruczeć, król kazał ze smyczy

Pospuszczać całą psiarnię, — wesoły prawdziwie

Byłby dzień, gdyby tak się zakończył szczęśliwie.

Ten łuk porwał, ten dzidę, by powalić zwierza

I puścili się w pogoń, kędy niedźwiedź zmierza,

Lecz nikt nie chciał ugodzić, bo psów było siła, —

Wrzawa się aż o góry pobliskie odbiła.