Leżała w swem strapieniu piękna białogłowa

A ból wzmagał się w piersi, — po zmysłów utracie

Ocknęła się, krzyk głośny rozległ się w komnacie.

Mówiła czeladź: «Może to obcy człek leży!»

Lecz jej na to krew strugą przez usta uderzy —

I rzecze: «Nie! To Zygfryd, mój małżonek drogi!

Z rady Brunhildy Hagen uczynił to srogi».

Kazała się prowadzić, gdzie trup bohatera,

I piękną jego głowę na ręce opiera,

Poznała, chociaż we krwi, że to mąż nieżywy