Co mszę mógł jeno śpiewać, trud nie lada jaki

Musiał znosić, bo liczne spływały ofiary,

I biedak zebrał sobie plon suty bez miary,

Bo choć zdarzył się może kto z próżną skarboną,

To mu z Zygfryda skarbu złota naliczono,

Aby niósł na ofiarę. Przy żałosnym końcu

Płynął za jego duszę tysiąc po tysiącu.

Dzieliła hojnie ziemie, dając ją na wieki

Między klasztory, chore ludzie i kaleki,

Biednych darzyła srebrem i pokaźną szatą.