Lud jęczał jeno, w piersi tłumiąc żal okrutny, —

Miano go już z kościoła nieść do grobu; zaczem

Przyjaciele żałosnym wybuchnęli płaczem.

Lud idzie za nim, jęczy, narzeka i szlocha,

W żadnem sercu wesela nie stało ni trocha.

Zanim trumnę spuszczono, śpiew się wzbił ponury

I zabrzmiały nad grobem licznych księży chóry.

A nim do grobu zaszła Zygfrydowa żona,

Taki żal jej zawiercił śród wiernego łona,

Że aż wodą musiano ją krzesić po drodze,