Przybył spiesznie na łodzi ku wybrzeżu blisko;
Nie widząc tego, czyje usłyszał nazwisko,
Rozgniewał się, ujrzawszy Hagena nad rzeką;
Wołał gniewnie, a głos się rozlegał daleko:
«Nie przeczę, abyś ty się Amalryk nazywał,
Ale nie jesteś owym, kogom oczekiwał!
On mi z ojca i matki brat przecież rodzony!
A skoroś mnie oszukał, zostańże z tej strony».
«Nie, nie! — zawołał Hagen — na Boga cię proszę,
Jam rycerz obcy, z miecza żyję, co go noszę!