Musiał pierzchnąć, by z placu ujść z czeladzią cało.

Zginął brat, jemu sroga też dolega rana,

Ośmdziesięciu druhów śmierć nieubłagana

Położyła mu trupem; miasto75 się potykać,

Musiał z pola przed rzeszą Guntera umykać.

A kiedy uciekały bawarskie wojaki,

Słyszano szczęk oręży jeszcze czas niejaki,

Bo Hagena lennicy wsiedli im na karki

Bezpiecznie już, a w pogoń lot ich poniósł szparki.

Wreszcie się mężny Dankwart ozwie śród pogoni: