Gniewem zdjęty przymusił swoich do odwrotu.
«Cóż to? Czyli mnie chcecie nabawić kłopotu?» —
Wołał król. «Gdyby miała spotkać śmierć przychodnia
Z naszej ręki na dworze, toćby była zbrodnia!
Jam z góry dobrze widział, jak się grajek składał,
Koń się z nim potknął, przez to cios śmiertelny zadał.
Niech mi się nikt zaczepić gości nie poważy!»
Prowadził ich do sali, wciąż idąc na straży.
Konie poszły do stajni, pod ręką czeladzi
Było dość, wszyscy służyć swoim panom radzi.