Kiedy król na podwórzu ujrzał się szerokiem,

Obrócił się i rzucił na Volkera okiem:

«Biadaż mi z tymi gośćmi, zgubę mi gotują.

Oni wszystkich moich rycerzy wymordują!»

Narzekał król: «Zabawa wielce nieszczęśliwa!

Walczy tam w sali jeden, Volker się nazywa,

Mistrz na skrzypcach, a bije jak dziki odyniec.

Dobrze, żem przed tym diabłem uszedł na dziedziniec.

Krwawo smyczkiem wywija, przykra jego śpiewka,

A rycerzy na ziemię obala przygrywka.