Z ich ręki, w lot przebija jaką tarczę lśniącą

Że się zaraz zrumieni krwią z rany płynącą,

I co chwila się z konia jaki rycerz zwali

Trupem. Aż wreszcie w walce z sobą się spotkali

Mężny Zygfryd i Sasów król, Liudger śmiały,

W zgiełku, kędy oszczepy najgęściej padały.

Wnet od pchnięcia Zygfryda pękła przeciwnika

Tarcza, pewny zwycięstwa młodzieniec pomyka —

A dzielnych Sasów wiele srodze rannych jęczy,

Bo i Dankwart nie szczędził w pancerzach obręczy.