Rąbią, tną, margrabiego oszczędzając życie,

Już z ich rąk po szyszakach płynie krew obficie.

Hej, ileż mieczów gromko pośród sali dźwięczy,

Ileż pęka od ciosów w pancerzach obręczy?

Klejnoty się walają we krwi po podłodze —

Straszny był bój, nikt potem nie walczył tak srodze.

Pan z Bechlarn się po sali tam i sam przebiera,

W boju jaśniejąc świetnem męstwem bohatera,

A tego dnia okazał i dowiódł dosadnie,

Iż dzielny i na sławę zasługuje snadnie.