— Pewnego razu przechodzący obok domu rabiego Chaniny ben Dosa człowiek z koszem kur przystanął na chwilę i postawił kosz na ulicy. Zamyślił się, zagapił i zapomniawszy o kurach, poszedł w dalszą drogę.

Kury znalazła żona rabiego Chaniny. Zabrała je do domu i zaczęła hodować. Widząc to, rabi Chanina ostrzegł ją:

— Uważaj — powiedział do niej — żebyś nie korzystała ze zniesionych przez kury jajek. One nie są naszą własnością.

Kury tymczasem zaczęły znosić jajka. Z jajek wykluły się kurczaki. Było ich już tak dużo, że nie można było w domu wytrzymać. Wziął rabi Chanina kurczaki i zaniósłszy je na targ, sprzedał. Za uzyskane pieniądze kupił kozy.

Minęło trochę czasu i właściciel kur znowu przechodził obok domu rabiego Chaniny. Tym razem w towarzystwie kolegi. Na widok znajomego domu rabiego Chaniny coś sobie widocznie przypomniał, bo nagle rzekł do kolegi:

— Widzisz, w tym oto miejscu, wskutek zapomnienia zostawiałem kiedyś kosz z kurami.

Usłyszał jego słowa rabi Chanina. Wyszedł i zapytał go, czy ma jakiś znak lub dowód na to, że zostawił tu kury. Okazało się że ma.

— Skoro tak — rzekł rabi Chanina — to zabierz moje kozy. Należą do ciebie.

Te właśnie kozy przyniosły na rogach niedźwiedzie.

Rozciągnięte belki