— Kiedy przybyłem z Babilonii do Erec Israel, wpadł mi w ręce owoc z drzewa chlebowego (świętojański). Kiedym go otworzył, wylała mi się na rękę spora porcja miodu.
— Innym znów razem — opowiada rabi Chanina — natknąłem się na tak duże drzewo, że zdjąwszy pas i przywiązawszy do niego powróz, nie mogłem go objąć, bo taki był gruby pień drzewa.
Zdarzyło się, że rabi Chija bar Ada, który uczył dzieci rabiego Resz-Lakisza, przez trzy dni z rzędu nie przyszedł na lekcje. Kiedy na czwarty dzień się zjawił, rabi Resz-Lakisz zapytał go, dlaczego nie przyszedł na lekcję.
— Po ojcu — odpowiedział — została mi w spadku winnica. Trzy dni upłynęły mi na zrywaniu winogron. Pierwszego dnia zerwałem trzysta kiści. Z każdej wyszła beczułka wina. Drugiego dnia zerwałem również trzysta kiści trochę mniejszych. Z dwóch takich kiści powstała beczułka wina. Trzeciego dnia zerwałem również trzysta kiści. Tu już jednak na beczułkę trzeba było trzy kiści winogron zużyć. Więcej niż połowa została jednak na krzakach. Nie dałem już rady.
— Kto wie — powiedział rabi Resz-Lakisz — być może, że gdybyś nie opuścił lekcji, twoja winnica przyniosłaby ci o wiele więcej.
Pewien kofer (człowiek niewierzący) powiedział kiedyś do rabiego Chaniny:
— Może pan, w istocie, być dumny ze swego kraju. Mój ojciec zostawił mi w spuściźnie pole. Otrzymuję z niego zarówno oliwę, jak i wino, chleb, groch oraz paszę dla krowy.
Rabi Szymon ben Chalafta opowiadał:
— Ojciec pozostawił nam w spadku ogród, a w nim główkę kapusty ledwo trzymającą się korzeni. I oto po jakimś czasie ta kapusta osiągnęła taką wysokość, że wspinaliśmy się po niej jak po drabinie.
Rabi Josef opowiadał: