— Jak to? — zawołał filozof — przyrównujesz psa do naszego boga? Nasz bóg jest kimś ważniejszym.

— Z czego to wnioskujesz?

— W naszym mieście wybuchł kiedyś pożar. Wszystkie domy poszły z dymem. Tylko świątynia bożków ocalała.

— Na to odpowiem ci inną przypowieścią. Oto król na czele wojska wyprawił się przeciwko jednej z prowincji swego państwa, żeby ukarać jej mieszkańców za przejawy nieposłuszeństwa. Z kim, twoim zdaniem, miał król do czynienia? Z żywymi ludźmi czy z martwymi?

— Oczywiście, że z żywymi.

Na to rzekł do niego filozof:

— Raz są u ciebie psami, raz martwymi. Niech więc żywy Bóg raz na zawsze zmiecie ich z powierzchni ziemi.

— Gdyby służyli przedmiotom zupełnie niepotrzebnym, Bóg z całą pewnością by ich zniszczył. Służą jednak słońcu, księżycowi, gwiazdom, planetom, rzekom i dolinom. Czy z tego powodu, iż są głupi, Bóg ma ich zgładzić?

II

Takie samo pytanie zadali kiedyś rzymscy filozofowie żydowskim uczonym: