— Panie świata, uchroń mnie! Obroń mnie! Spraw, żebym wróciła do domu czysta i nieskalana.

Wkrótce dotarła do pięknie rzeźbionych drzwi pałacu Natana. Natan leżał w łóżku, trawiony ciężkim smutkiem. Ostatnio cierpiał na melancholię. Nie przestawał myśleć o Chanie.

I oto stał się cud. Sługa melduje mu, że u drzwi stoi upragniona Chana. Natan nie mógł w to uwierzyć. Podniecony tą nowiną zawołał:

— Jeśli to prawda, to podaruję ci wolność.

Po chwili wpadła do jego pokoju służąca, wołając:

— Chana jest już na progu domu!

— I ty także jesteś wolna. Szybko wprowadź ją!

Chory Natan w mig ożywił się. W jego oczach pojawiły się błyski nadziei. Twarz promieniała szczęściem.

Chana weszła do pokoju. Stanąwszy na progu, wbiła wzrok w podłogę. Natan nie spuszczał z niej oka. Patrzył na nią spojrzeniem pełnym miłości.

— Kochana niewiasto — rzekł drżącym głosem — powiedz, co cię do mnie sprowadziło. Powiedz, czego pragniesz, a ja natychmiast spełnię każde twoje życzenie. Dla ciebie zrobię wszystko.