Gdy raz spojrzał w mą urodę

W nagłym zachwyceniu!

Płyną dni niezłomne, czasy nieprzytomne,

Nie wierzę, że leżę trzy lata ogromne!

Mak pamiętam purpurowy,

Ale twojej, dziewczę, mowy

I tej złotej w słońcu głowy

Już dziś nie przypomnę!

Chmurzą się błękity, płacze deszcz obfity,

Na trawie w murawie leży dzban rozbity,