Szła pieszczota koleją, dreszcz z dreszczem się mijał,

Nim jeden wypił do dna — już drugi nadpijał.

Kto oddawał — dech chwytał, a kto brał — dech tracił,

A kto czekał za długo — rozumem przypłacił!

Sad oszalał i stał się nieznany nikomu,

Gdy ona, jeszcze mdlejąc, wróciła do domu.

Miała w oczach ich zamęt, w piersi — ich oddechy,

I płonęła na twarzy od cudzej uciechy!

«Jakiż wicher warkocze w świat ci rozwieruszył141

«Ach, to strzelec — postrzelec w polu mnie ogłuszył!»