Śmierć mnie woła. Na próżno! Umrzeć już nie mogę.

II

Twój portret

Twój portret z lat dziecinnych... Ten uśmiech niecały,

Co dziś mi zapowiada pieszczotę gołębną —

Też nogi, które grzeję wargami, gdy zziębną —

Lecz skaczące w ogrodzie przez sznur rozbujały.

Pierś — jagoda znikliwa i nie do ujęcia,

W biegu wklęta w ramiona, jak łódź między wiosła,

Serce czuć w niej, jak w gnieździe ciepły łeb pisklęcia: