Chata szybą od blasku oślepłą przeraża

Daleki step —

Lub gdy srebrem oparty o wierzchołek drzewa

Obłok — snem rozwidniony — na słońcu wygrzewa

Kudłaty łeb!

Bezmiar nozdrza nam szarpie i wre w naszym pocie,

A my piersią zdyszaną na własnej tęsknocie

Kładziem się wzdłuż!

W jeden tętent dwa nasze stapiając milczenia,

Sprzepaszczamy się w zamęt bystrego istnienia