Oczyma ledwo naznaczyłem w próżni

Miejsce spotkania snu mego z błękitem.

Drzewa mnie nęcą naocznym rozkwitem —

Czasem się tylko jakiś liść opóźni

Lub gałąź, nie tak zjawiona, przez szpary

Snu w mrok wybiegnie ponad snu zamiary...

A zresztą — wieczór żmudny, nieustanny,

Z pola znużone wracają dziewczęta,

Wadząc spódnicą o złote dziewanny44,

O których sen mój, że śnią się, pamięta.