A kroki dziewcząt — uparte, bezgłośne

I jednoczesne i dziwnie nieznośne,

Jakby szły po to, by mi tylko dowieść,

Że idą, dbałe o pył, co się zrywa

Spod stóp ku zorzy. I, jak we śnie bywa,

Gdy życie wkracza we własną opowieść,

Wiem o nich wszystko... A one mą wiedzę

Zgadują na wskroś, że nie ta i pusta,

I dalej idą, wypełniając miedzę

I umiejętnie rozchylając usta