A może weszli w bezmiar tych pośmiertnych prostot,

Gdzie się wszystko tak spełnia, jak chęć szumu w lesie,

A cokolwiek się staje — jest tym, czego chce się...

Posuwając się w głąb grobowca, zatrzymuje się nad trupem o kształtach świadczących jeszcze o dobrobycie — tłustych i ordynarnych.

Więc i taki otylec — z mgłą zaświatów sprzeczny —

Karkiem śmiesznie rubasznym — pcha się w żywot wieczny?

Przygląda się następnemu.

A ten ma niesprawdzalną obojętność w twarzy

Na to, co się zdarzyło — lub jeszcze się zdarzy...

Spostrzega piłkę.