Rozpanoszonej na morza rozłogu.

Słońce, nabrzmiałe od skier zawieruchy,

Złotym wąwozem po fali się dłuży,

A fala szczerbi wąwozu szlak kruchy...

I, zaczerpnąwszy zeń świateł do kruży

Swoich błękitów, wychyla w odmęcie

Tę kruż1, co pianą po brzegach się burzy.

Gdziekolwiek spojrzę — tam lądów zniknięcie,

I, zda się, otchłań, spodem zaczajona,

Widzi, że płynę i w jakim okręcie...