Wnątrz jego szumi snem dębów tysiąca,
Co niegdyś żywcem po borach szumiały.
Lecz mu starością tak pamięć się zmąca,
Że nie pamięta tej borów tęsknoty,
Co dęby z lądu w otchłanie mórz strąca.
Przerósł on życia własnego kres złoty
I swym nadmiarem już grąży się w Bogu,
Na ziemi mało mając do roboty...
Płyniesz w nim, jako w ruchomym barłogu,
Gdzie wszystko drzemie, prócz skargi twej głuchej,