Jak nagą, z włosem rozwianym modlitwę!
Dziś — nie mam czem się pomodlić, ni o co...
A zasię Bogu cóż po takich dłoniach,
Które się w znoju i w grzechu nie spocą?
Więc wciąż uboczem a wciąż po ustroniach
Płyń, zbiegu życia, co poszło w lamenty!
Płyń, póki jeszcze krew śpiewa we skroniach!
I wypłynąłem na morskie odmęty...
II
Okręt mój starszy od modrej wód chwały!