Brzegiem, zniknionym w bezkresów przeźroczu,
A od którego swój okręt odbiłem...
I że sam siebie straciłem już z oczu,
Stając się coraz to bardziej bezbrzeżny
W rozłące z sobą i w swem podobłoczu...
I coraz bardziej sobie niedostrzeżny,
Przydany falom ku ich przemijaniu
Wśród pian dokoła zieloności śnieżnej.
I wtedym ujrzał w mórz rozkołysaniu
Wyspę, skupioną w zadumy spowiciu