Ptak, w nich dojrzany, szedł skrzydeł przymusem

Na dno — skroś liście... Zaś woda przez szpary

Tych liści biegła niepochwytnym kłusem.

Ledwo ją mogłeś rozpoznać po szarej

Przezroczy: tak ją wypełniły szczelnie

Kwiatów, motyli i liści nadmiary.

Z okrętem moim płynąc niepodzielnie,

Brnąłem w tych dziwów i snów grzęzawicę,

Oczarowany strasznie i śmiertelnie!...

Tam zarzuciłem w szmer wody kotwicę,