By trwać w pszczół brzęku i łątek pochrzęście!

I biegłem dalej, wiedząc, żem pstrokaty

Od słońca, które zbryzgało mi złotem

Oczy i włosy, i wargi, i szaty!

Że ptakom zdam się zaledwo migotem

Światła w zieleni!... Zjawieniec słoneczny,

Co się sam sobie złoci mimolotem!

W pierś mię uderzył szum lasów odwieczny

I okrzyk ptaków, uwięzły w gęstwinie,

Zapamiętały, zdyszany, serdeczny!