Gdy, biegnącemu w świateł gmatwaninie,

Już się pół nieba nagromadzi w oku,

To mu z tych oczu cała ziemia zginie!...

I mnie zginęła, że — gotów do skoku —

Stanąłem, dłonią szukając tej dali,

W którą mam teraz biec z cieniem u boku.

Aż tu — na długość dwóch sznurów korali,

Albo na miarę dwojga moich cieni —

Przede mną chata, jak dziw się zuchwali...

A z tak przezroczych ciosana kamieni,