Nagą — idącą prosto w sen — niczyją...

Ledwo nas ściana dzieliła przezrocza,

I hen — w upale jakaś dal tajała,

Kroplami złota ściekając w krzów2 zmrocza.

I pomyślałem: niech spojrzy!... Spojrzała...

A, zaniedbawszy rozwiązania dłoni, —

Płonęła przeciw i nieruchomiała...

Tak my patrzyli — każde z swej ustroni —

Czując, jak czas nam pod rzęsą wstrzymany,

Bez tchu przemija i sam siebie trwoni...