Na którą nawet nie upadł cień róży.
Ale najgorzej, gdy właśnie zmierzch złoty,
W oczach twych dziewczę zastawszy — powoli
W sen je rozemgli dla drwiny lub psoty...
W sen tem pewniejszy, że nawet nie boli,
A w bezbolesność patrzysz, jak w przynętę
Dla swej niemocy i swojej niedoli.
Lecz dokąd skrzydeł skierujesz zniechętę
Bez tej, co ziemię odarła ci z cudów?
Czem są twe wargi — jej wargą nie tknięte?...