Czem dłonie, które nie zaznały trudów

Przy piersiach, śpiewnych westchnienia hałasem?

Marniejąc, więdną w tej próżnicy nudów!...

A gdy je spleciesz — to tylko temczasem,

A gdy rozpleciesz — to tylko tak sobie —

Głaszcząc ich szorstkość wspomnienia atłasem...

Ale ich przed się nie ściągniesz w tej dobie,

By zrywać kwiaty lub zgarniać słońc złoto:

Na wszystko czasu zbraknie ci w żałobie!...

Z piersią dziewczyny zmóc się chciałeś po to,