I wyrzuciła z warkoczów ukrycia

Dłonie, jak z nagle rozdwojonej szaty,

I wyciągnęła usta, jak do picia...

Wszystkie nam naraz zaszumiały kwiaty.

III

Im się uważniej przyglądam dziewczynie

Od wschodu słońca, aż do gwiazd pokazu,

Tem senniej dusza w domysłach mi ginie.

Spytany nawet z błękitów rozkazu

O barwę oczu i współbarwę włosa,