Zaprzepaszczałem w dziwach tego ciała

Zmyślnego ducha niepokój tułaczy,

Wobec tych kwiatów, gdzie rosa mży biała,

Wobec księżyca, co wzdyma się złotem —

Nieraz w objęciach moich — wieczorniała...

Wieczorniejącą — spytałem przelotem

Szeptów, zdyszanych podziwem rozkoszy,

Czy wie, że inna?... Nie wiedziała o tem...

Ale w niewiedzy, na pozór macoszej,

Czuła, że coś w niej na wieczór się zmienia,