Coś się przebarwia — i czai — i płoszy...
Czuła przeróżność wonnego istnienia
I wszechmożliwość, i wszechniespodzianość,
I uśmiechnięty czar niezrozumienia...
I tajemnicy znojność i różaność,
I Boga czuła, niby dąb szumiący,
Pod którym ciała spoczywa pijaność!
A, zrozumiawszy, że sama — niechcący —
Jest między dziwy wliczona i róże,
Wyszła z mych objęć w świat, zmrokiem gorący —