I na pobliskie wszarpnęła się wzgórze,
I tam — w kiężyca wielkiem posrebrzysku
Stanęła — czerniejąca na lazurze!
— «Chce mi się pląsać tu właśnie — w rozbłysku,
By zbadać pląsów zadumą przekorną,
Czem byłam w chaty przezroczej schronisku?
Rankiem — zaranną, wieczorem — wieczorną,
Wobec bezkresów, jak one — bezkresną,
A wobec jezior, jak one — jeziorną...
W polu mi — polno, a w lesie mi — leśno,