Bezrozum szczęścia i zamrocz pieszczoty

Długo — bez przerwy — aż do wniebowzięcia!

Aż bóg nade mną, niby wiszar złoty,

Szumiąc w bezmiarach bujnością potęgi,

Stłumi pląs serca i głowy zawroty!»

I jeszcze pełen dreszczu i przysięgi —

Biegłem ku wzgórzu, jak fala do brzegu,

Srebrnem bezdrożem księżycowej wstęgi.

Czekała na mnie — na szał mego biegu,

Nucąc i piersią, i kibicią całą