Z którejś brał w usta napoje wciąż nowe,

Wiedząc, że sycą, a nie wiedząc — które...

Lecz dziś?... O, gdybyś mieczem rozciął głowę,

Gdzie wre to, czem się kiedyś w śmierci zdrzemnę,

I zajrzał nagle w mroki rubinowe —

Tobyś wyśledził morderstwo nikczemne,

Co się tam wiecznie po ciemku odbywa,

I krwawych poszlak ślady potajemne!

Tyś mi poszepnął tę myśl! Ja — zgadliwa —

Jak oswojoną wzięłam ją gadzinę,