I mnie by takie ulżyło doszczętne

Zniknięcie w świata całego bezmiarach

Tamtego ciała, co było niechętne!

Niechęć ta za mną szła po wyspy jarach,

Jak pies, co w oczy zaglądając pana,

Wyje na księżyc, odbity w ich szparach.

Cóż mi zostało? Pył złoty — mdła piana!

I owo wiecznie zdyszane wspomnienie —

I w szkarłat własny zapatrzona rana!

I słów zdziwionych nagłe zniechęcenie,