Szept mej dziewczyny i zamęt różowy

Warg, moim wargom co chwila wzajemnych,

Znienawidziłem na wyspie w dzień owy.

Bom czuł, że w snach jej pokątnych i ciemnych

Conocnej zbrodni dojrzewają zwłoki,

Niby owoce ogrodów podziemnych.

Ssąc tych owoców jadowite soki,

Szedłem w kraj, zgrozą swych ponęt bezszumny,

W niemiłowania cieniste zatoki...

A jużem blady był i bezrozumny,