Nie wzbraniające zamętu swym falom.

Swe kły tygrysie, do żeru ochocze,

Lubi ci karmić różami z wyboru —

I długo patrzy w pierś, nim ją zdruzgocze!

W mym duchu, niby w zielonościach boru,

Zmierzch jął się szerzyć — i coś w nim przygasło,

Rzekłbyś: gwiazd kilka w głębi gwiazdozbioru.

Jakby kto hasło zamienił na hasło,

Kryjąc przede mną tę zmianę rozkazu:

Wołałem — echo śmiechem mi odwrzasło.