Czułem powoli, jakby czuciem głazu,

Żem opętany, żem sercem oszalał

Na wyspie owej!... Aż pewnego razu...

Pewnego razu w niebie się dopalał

Dzień i, światłami przebierając w chmurach,

Na tychże światłach w zamierzch się oddalał.

A była jawna drapieżność w purpurach,

Co się pokładły na piętrach obłoków,

Jak krwawe paszcze na zwikłanych górach.

Pomiędzy dwojgiem dzwoniących potoków