Leżała, łokciem skroń dzieląc od ziemi,
A od snu biorąc brzemię złotych oków.
Od dawna wrodzy byliśmy i niemi,
Sen nas nie łączył, jeno gdzieś zapodział
W dwu różnych światach z myślami różnemi.
Czyniąc tajemny z całej ziemi podział
Pomiędzy moim, a między jej ciałem,
Różne nam łoża w mrok różny przyodział.
Włos jej pod niebem na wpół zwieczorniałem
Jeszcze dniał złotem ... Więc źrenic przejrzysty