Błękit pod bielą powiek zgadywałem.

Może w ten błękit, jak w miłosne listy

Zbrodnia się wkradła? I przez sen przelotny

Śniła ot — teraz czyjś sen wiekuisty?

Może spoczynek jej był wciąż robotny

Zmorą, weśnioną pilnie w zwłoki mgławe?

W dłoni mej właśnie nóż błyskał samotny.

Jej warkocz, spadły pół-wężem na trawę,

Zdał się zuchwałem, bujnem przedłużeniem

Ukrytej myśli na kark biały — w jawę.