Zrazu weń chciałem ugodzić brzemieniem

Noża, co z dala — utkwiony w namyśle —

Już go na dwoje przecinał swym cieniem.

A potem chciałem w piersi, co obciśłe

Tężyły żywe a ciężkie atłasy,

Ważąc je w ramion czujnem koromyśle.

A potem w skronie, skąd świadomość krasy,

Krwią pulsująca, — winem się rozlewa

W ciemnościach ciała, gdzie drzemią bezczasy...

A gdym się wahał, niby cień, od drzewa