I że ten wieczór, świateł beznadzieją
Krwawiący chmury, nigdy nie przeminie
Nad snami wyspy, gdzie serca szaleją!
I zrozumiałem, że coś we mnie ginie
I coś umiera, — bo wszak nie wiadomo,
Co w nas i w której ma umrzeć godzinie...
Jakiś sen wielki twarzą już znajomą —
Skonał... A straszno zerwać się na nogi
Ze snu takiego nad przepaścią stromą!
Więc, by się wesprzeć snem o jakieś progi,