Wspomniałem nagle dziwnie rzeczywiste

Wonnego siana gdzieś na łąkach stogi...

Cisza się piętrzy wraz z nimi i mgliste

Cienie chmur chodzą po nich bezhałaśnie, —

I już poprzez te stogi pozłociste,

Poprzez te stogi, łąk skoszonych baśnie,

Patrzyłem na nią, wiedząc, że nie wzbroni

Mym oczom takich łąk!... A ona właśnie

Ów nóż podniosła, co wypadł mi z dłoni,

I jęła, niby kołysząc go w śpiewie,