W oczach — i opasałem ją ramieniem,
By wspomóc ciało, nim ścichnie i zaśnie.
Zasnęły najpierw oczy pod rzęs cieniem,
A potem piersi zgodne, jak dwie łanie,
Co się nad jednym wstrzymały strumieniem...
A potem usta poszły na skonanie,
A potem ręce — i nóż wypadł z ręki,
Bo go ściskała wciąż na pożegnanie.
A jam się patrzał w otworzystość męki —
Między warg sińce — i w oczy, tak mocno