Tam ją złożyłem, pełną tajemnicy,

Wpodłuż a równo, skrzętnie a ostrożnie,

Jak nad brzegami nieznanej krynicy...

A sam się z wnętrza usunąłem trwożnie,

By z innych światów poglądać ubocza,

Jak w śnie niezłomnym spoczywa wielmożnie.

Ledwo nas ściana dzieliła przezrocza...

Gdym zmarłą okiem rozważał i mierzył,

Postrzegłem nagły niepokój warkocza.

Ten — rósł po śmierci, dłużył się i szerzył,